Tytuł celowo brzmi trochę przewrotnie i dziwnie ale zdradza pewną uniwersalną prawdę. Wbrew pozorom nie chodzi tu o prowadzenie księgi „życia małżeńskiego” czy zbierania dowodów na wszelki wypadek już od ślubu. Bardziej chodzi o dopilnowanie zwykłych codziennych formalności w urzędach, innych instytucjach. Najlepiej jeszcze w ogóle pojawi się temat rozwodu. Dlaczego zwracam na to uwagę?

 

Wspólnota majątkowa nie tylko w teorii

 

Zawierając związek małżeński prócz zmiany statusu wolna/wolny na mężatka/żonaty, zmienia się także Wasz „ustrój finansowy” na wspólnotę majątkową. Wyjątkiem jest sytuacja kiedy bierzecie ślub ale przed jego zawarciem zdecydujecie wspólnie, że będąc małżeństwem, jednak podpiszecie umowę majątkową- intercyzę u notariusza. Wtedy każdy działa na własny rachunek, a dzisiejszy wpis nieco traci na aktualności. Jednak zdecydowana większość małżeństw żyje we wspólnocie. A jeśli tak jest, to wspólnota ta powinna być rzeczywista, a nie tylko w teorii. O co dokładniej chodzi?

 

Skoro się kochacie i macie do siebie pełne zaufanie to wszelkie poważniejsze umowy kupna powinny być zawarte na Was obydwoje, podobnie jest z decyzjami. Powinniście też sami budować swoje małżeństwo, bez korzystania z pomocy babć, cioć, wujków, stryjków itd. Nawet jeśli to będzie kosztowało 100 czy 200 a nawet 1.000 złoty więcej. Podam przykład, żeby nie było wątpliwości o czym mówię.

 

Przykład:

Chcecie kupić samochód, no ale jesteście młodzi, nie macie prawa do dużych zniżek na ubezpieczenie… ale babcia się kwalifikuje. Tobie jest to obojętne, no bo przecież jesteście razem, ufacie sobie, to co postanowił mąż (czy żona) jest właściwe, ale czy rzeczywiście?

 

Pomyślcie przez chwilę. Owszem babcia da Wam możliwość korzystania ze zniżek ale równocześnie odbiera możliwość budowania własnej historii, przez co opóźnia się Wasz moment do korzystania właśnie z tych wysokich ulg. Do tego w dokumentach widnieje babcia z mężem (żoną) a nie Ty. Niby nie ma w tym nic nadzwyczajnego ale pamiętajcie, że zastosowanie kocham, ufam, szanuje w większości przypadków obowiązuje do chwili rozwodu (a Ty na dzień kupna samochodu nie jesteś w stanie przewidzieć jak Ci się życie ułoży).

 

Załóżmy, że za pięć lat rozpada się Wasze małżeństwo. Ciebie nie ma na umowie, nie ma Cię w dowodzie rejestracyjnym, a tym samym do podziału majątku i udowodnienia, że samochód został zakupiony w czasie trwania Waszego małżeństwa. Nagle okazuje się, że w zasadzie nie masz do niego żadnego prawa (przynajmniej w praktyce). Na policji usłyszysz pytanie „a kto jest w dowodzie wpisany?, no widzi Pani/Pan”, „sprawy rozwodowe są bardzo delikatne, proszę próbować się dogadywać między sobą”…. A w Tobie znowu wszystko w środku krzyczy: Jak to jest możliwe! Jest i niestety najczęściej najmądrzejsi jesteśmy dopiero po szkodzie…

 

zacznij rozwód od ślubu

 

 

Małżeńskie formalności – lepiej dmuchać na zimne

 

 

Inny przykład, bardzo ważny – gdy nieruchomość zakupiona na kredyt stanowi główną część Waszego majątku.

Wiadomo uzyskanie kredytu na zakup mieszkania / domu czasami stanowi problem. Bywa tak, że aby móc wziąć kredyt na nieruchomość trzeba wziąć rozdzielność majątkową, bo jak jesteście we dwoje to jej po prostu nie macie.

W takich przypadkach logiczne wydaje się być to, że jest to Wasza wspólna decyzja dla uzyskania Waszego wspólnego dobra. Zatem dopilnujcie między sobą formalności i nie odkładajcie ich na później. Później może nigdy nie nadejść lub nadejdzie za późno. Brzmi trochę dziwnie? To wytłumaczę bardziej obrazowo…

 

Janusz i Grażyna chcą kupić mieszkani ale Grażyna nie pracuje (tylko w czasie starania się o kredyt) zatem w świetle prawa bankowego jest na utrzymaniu męża i jakby nie patrzeć Grażyna nie ma zdolności kredytowej. Decydują się na rozdzielność majątkową, bo wiedzą, że dzięki temu zdobędą upragnione środki na upragnione mieszkanie. Jest!, udało się!, M12 (trochę popłynęłam… ?). No i super, cieszymy się wszyscy. Tylko w takiej sytuacji Janusz (a zwłaszcza Grażyna) powinna dopilnować aby została dopisana jako właściciel mieszkania. Bo jeśli tego nie uczynią lub będą odkładać to w nieskończoność, a w między czasie nie będą się dogadywać, powstaną konflikty, decyzja o rozwodzie, to Janusz Grażynkę może pogonić pomimo, że Grażyna znalazła dobrą pracę i wspólnie mężem łożyła na mieszkanie, które w świetle prawa należy tylko do Janusza.

Myślicie, że ten przykład jest przesadzony? Zdzielilibyście się jak często tego rodzaju problemy pojawiają się w trakcie rozwodu. A wystarczyłoby dmuchać na zimne i pewne formalności dopilnować zawczasu.

 

Choć to brzmi absurdalnie, najlepiej zacząć rozwód od ślubu. Zasada ograniczonego zaufania, czy mówiąc inaczej daleko idąca ostrożność uratowałaby wiele przypadków od niesprawiedliwego potraktowania. Mam nadzieję, że nie będziecie musieli jej stosować, ale z drugiej strony pomyślcie, czy w chęci aby wszystkie małżeńskie formalności i sprawy były odpowiednio sformalizowane i załatwione to coś dziwnego? Nie musi oznaczać braku zaufania, czy zakładania, że pewnie Wam się nie uda. To bardziej oznaka odpowiedzialności i rozsądku. Zachęcam Was do tego aby po prostu tego dopilnować. A Wasz mąż lub żona nie powinna widzieć w tym niczego nadzwyczajnego, czy dziwnego.

Natomiast w kontekście rozwodu, Wasze przygotowania powinny też zahaczać o kilka innych tematów, które podsumowałam w jednym z ostatnich artykułów. Od tym jak przygotować się do rozwodu pisałam tutaj, zachęcam do lektury i przede wszystkim przemyślenia tematu.

 

Artykuły Zacznij swój rozwód od… ślubu!