Przykre, ale niestety prawdziwe – dzieci stają się narzędziem do prowadzenia konfliktów pomiędzy rodzicami. Rozwód zawsze silnie odbija się na nich – emocjonalnie, psychicznie – a często dochodzi do tego jeszcze fakt, że stają się częścią rozgrywki między skłóconymi rodzicami. Dzisiejszy artykuł potraktujcie jako przestrogę ale też zachętę do tego, aby pamiętać od dobru dzieci. W końcu to nie one są winne Waszych problemów.

 

Rozwód a sytuacja dzieci

 

W mniejszym lub w większym stopniu, to jednak bardzo często, dzieci są tratowane jak karton mleka, który nie ma uczuć i ma funkcjonować tak jak mu rodzic władca karze.

Temat mi znany nie tylko z teorii czy zasłyszanych historii, ale także praktyki. Czy rodzice się rozwodzą, czy postanawiają od siebie odpocząć, czy są w konflikcie, jeśli nie będą zamieszkiwać razem, to przed wyprowadzką powinien być ustalony plan kontaktów dzieci. To absolutna podstawa! Trzeba dokładnie ustalić z rodzicem z którym nie będą one przebywać na stałe szczegóły. A jeśli dojdzie do rozwodu czy separacji, w sądzie rozliczy się z jego wywiązywania.

 

Uważam, że powinno być to ujęto w ustawie, jeśli rzeczywiście mamy kierować się dobrem dziecka/ dzieci. W głowie mam całe mnóstwo pomysłów na rozwiązywanie sytuacji, bo uważam, że żadna sytuacja nie jest bez wyjścia, kwestia dobrej woli i kompromisu rodziców oraz rzeczywista chęć pokierowania się dobrem dziecka/ dzieci a nie dowaleniu drugiemu dziećmi, bo tak najłatwiej.

 

Dlaczego dzieci są wciągane w konflikt?

 

Nasuwają mi się dwa główne powody dla których to dzieci staja się amunicją w konflikcie. Pierwsza, to właśnie chęć zemsty, ukarania , druga to strach. Można jeszcze wspomnieć o trzecim powodzie – odpuszczeniu.

 

Problemem jest pewnego rodzaju system. Postaram się teraz podać pewien przykład, historię, dzięki któremu zrozumiecie o co mi chodzi…

Wiemy, że tydzień ma 7 dni, od poniedziałku do piątku chodzimy do pracy, weekend mamy wolne i przeznaczamy go na różne, dowolne rzeczy, sprawy. Wiemy, że w poniedziałek wracamy do pracy i znowu do piątku pracujemy w zasadzie dzień od dnia się zbytnio nie różni. Praca, dom, weekend, praca, dom, weekend (to się nazywa system). Po kilku latach tracimy pracę i nie możemy jej znaleźć przez długi czas (to się nazywa brak systemu). Co się z nami wtedy dzieje?, no właśnie… nasze poczucie bezpieczeństwa się burzy, przy długim takim stanie nasza samoocena znacznie spada, martwimy się, zastanawiamy co będzie, czy znajdziemy pracę, dlaczego znaleźć jej nie możemy itp.  A kiedy znowu zaczynamy czuć się bezpiecznie? Liedy powróci system. Być może będzie się on różnił od poprzedniego ale będzie zachowana przewidywalna kolejność, która na nowo zbuduje w nas poczucie bezpieczeństwa. 

 

Niestety, zwykle jest tak, że po prostu rodzice się nie zastanawiają, najłatwiej i najwygodniej jest im dowalić drugiemu rodzicowi poprzez utrudnianie kontaktu, albo przyjąć postawę ofiary w konflikcie i o dzieci nawet się nie upominać, nie myśląc w takich momentach o uczuciach i potrzebach dzieci. Dzieci nie są własnością tylko jednego rodzica, który będzie stawiał swoje warunki podyktowane swoją niedojrzałością. Takie długotrwałe zachowania odbiją się w końcu na dzieciach i będą widoczne dla osób trzecich (czy to w przedszkolu, szkole czy innych miejscach do których dziecko uczęszcza). Najgorzej jeśli mamy dzieci w takim wieku, że dużo już rozumieją i jeśli będą obserwatorami takich zachowań, to mogą uznać je za właściwe i będą je stosować w swoim życiu przy rozwiązywaniu swoich problemów, konfliktów z rówieśnikami, w przyszłości z partnerami. Czy tego właśnie chcemy? 

 

W dzisiejszym artykule zajmujemy się tematem dzieci przy okazji rozwodu. Oczywistym tematem stają się też alimenty. Niedawno nagrałam na ten temat rozmowę z prawnikiem, także dziś daruję sobie omawianie tego wątku i odsyłam Was do wspomnianego filmu:

 

 

 

Przykład z życia wzięty

 

Tu wszystko zależy od nas dorosłych i nie ma się co oglądać na pomoc policji czy innych instytucji. Podam Wam swój przykład.

Któregoś pięknego dnia pomimo ustalonego kontaktu, ojciec jedzie na tyle wcześnie do placówek odebrać dzieci, żebym ja ich nie odebrała, przyjeżdżam do placówki a Panie zdziwione, zmieszane, zdezorientowane, postawione w bardzo głupiej i niezręcznej sytuacji (jakby nie było to już jest wciąganie osób trzecich we własne problemy), dzwonie na policję i co słyszę?, czy ojciec jest pozbawiony praw rodzicielskich?, odpowiadam, że nie…

…no to my tu nie pomożemy…

 

To są sytuacje straszne, nie mające pozytywnego przełożenia na załagodzenie Waszego konfliktu i dawania w tym wszystkim poczucia bezpieczeństwa dzieciom. Bez względu na to czy macie ustalone kontakty sądownie czy na zasadzie swojej umowy, to warto ich przestrzegać. Jeśli wzajemnie zachwiejecie swoje zaufanie w stosunku do kontaktów z dziećmi, będzie Wam trudno, czasami nawet bardzo trudno funkcjonować…, może nie dziś ale za jakiś czas. Jeśli będziecie się oszukiwać, robić po złości, to pozytywna współpraca na linii rodzic- rodzić może zostać tak zachwiana, że ciężko będzie współpracować w kwestii dzieci, które jeszcze przez kilka lub kilkanaście lat będą pod Wasz opieką. 

 

Prócz tego, że życie jest tu i teraz, to jest też przyszłość. Nie możemy też traktować dzieci na zasadzie, że jak mi się znudzi dzisiejszy kontakt albo dziecko będzie marudne to odwiozę go do matki czy ojca (w zależności przy którym rodzicu ma miejsce zamieszkania) bez względu na wszystko. Nie może być tak, że jeden rodzic, drugiego rodzica traktuje jak stację benzynową otwartą 24 godziny na dobę, każdego dnia w roku z pełną gotowością na przyjęcie „dostawy”. W ten sposób nie budujemy pozytywnych relacji a i kręcimy sami na siebie bata, bo dzieci to wszystko obserwują i w pewnym momencie może obrócić się to przeciwko nam.

 

„Mam dzieci, mam władzę”

 

Ostatnio często słyszy się o tym w mediach, że ten rodzic z którym dzieci przebywają na stałe jest jakby na wygranej pozycji. Nie da się nie zauważyć, że na pewno ma przewagę, zwłaszcza jeśli jest niedojrzały emocjonalnie i nie potrafi rozróżnić konfliktu pomiędzy dorosłymi a potrzebami własnych dzieci. Najłatwiej jest takiej osobie manipulować dziećmi, żeby pokazać kto tu „rządzi”. Tylko takie zachowania, także uczą dzieci jak traktować innych i jak nie mieć szacunku do własnych rodziców, pamiętając, że dzieci dorastają i w pewnym momencie mogą nam „wygarnąć” to jak postępowaliśmy i przez nasze zachowania one coś straciły w relacji z drugim rodzicem lub w ogóle straciły, jeśli chodzi o postrzeganie pewnych spraw lub budowanie relacji z ludźmi na wielu płaszczyznach. Chylę czoła wszystkim tym, którzy pomimo małżeńskiego konfliktu, potrafili dzieci odseparować od patosytuacji.

 

 

Rozwód a dzieci – zmiana na resztę życia

 

 

Wiele jest takich sytuacji, gdzie jeden rodzic zajmuje się dziećmi i domem (nie, nie siedział w domu – nie mylić, ponieważ praca w domu także nie jest łatwa), przez co nie mógł podjąć „normalnej” pracy a drugi rodzic pracuje, realizując swoje plany, marzenia, znajdując w tym wszystkim czas dla siebie i „odrobinę” spokoju. Dochodzi do rozpadu małżeństwa. Bywa też tak, że jeden z rodziców znika i pojawia się po jakimś czasie (kilka miesięcy lub kilka lat). Co wtedy?

Ciężko jest się odnaleźć w nowej sytuacji, zwłaszcza że rodzic, który nie wykazywał do tej pory zainteresowania, nagle chce mieć bardzo szeroki kontakt z dziećmi. Co robić?, szok!… no szok, ale trzeba ochłonąć i przemyśleć parę rzeczy, aby rozwiązać problem. Każda sytuacja w której żadne z rodziców nie ma odebranych praw rodzicielskich, nie doszło do rażących naruszeń, warta jest podjęcia przemyśleń. Dlaczego? Dlatego, że życie jest przewrotne, dzisiaj jest dobrze ale co będzie jutro?, za tydzień?, za rok?. Tego nikt nie wie. Życie nie kończy się tu i teraz (a może), od nas zależy, czy nasze dzieci w dorosłym życiu nam podziękują za to jak podeszliśmy do sprawy. 

 

Wasz rózwód to nie tylko przykładowe 2 lata w sądzie. Dla dzieci to zmiana na resztę życia.

 

Zadajcie sobie pytania i odpowiedzcie uczciwe:

  • jak mogą się czuć moje dzieci (czyli jak Ty byś się czuła/ czuł będąc tym dzieckiem)?,
  • czy moje dzieci wyrażają chęć na kontakt z drugim rodzicem?
  • co jeśli mnie zabraknie i trafi do byłego męża / żony?
  • jak moje zachowanie będzie odbierane przez moje dziecko w przyszłości?

 

Temat dzieci w kontekście rozwodu jest złożony i bardzo indywidualny. Niestety. A może Wy macie jakieś przemyślenia i doświadczenia w tym temacie? Tak na przestrogę albo pokrzepienie? 

 

Artykuły Rozwód a dziecko